zapiski z domu nad rzeką (K.)
-
Wąwóz
Przyjeżdżamy na miejsce wczesnym rankiem. Wysadzasz mnie u podnóża Starego Miasta. Na jakiś czas musimy się rozstać, masz swoje sprawy do załatwienia, ja także jestem tu nie bez powodu.
-
Po-grzebyk
Patrzę na twarz mateńki i widzę, że od soku z owoców nasze usta nabierają śmiertelnie poważnego koloru.
-
Niebieska Przełęcz
Leżymy dobrze ukryci. W miejscu, w którym nikt nas nie dojrzy. Może z wyjątkiem pasterza wędrującego ze stadem po wzniesieniu obok, ale on prawdopodobnie niczemu się nie dziwi. Dobrze rozumie naszą potrzebę ułożenia się we własnej kruchości, odczucia bólu i ukojenia tego ziemią, zapadnięcia się w głąb.
-
Kwietniowy list do R. [Wizja miłości i jej geniusz]
W ciągu ostatnich miesięcy odkrywam z mocą i jasnością, jakby w doznaniu z pogranicza cudownych, wielkich i miłosnych objawień, jak bardzo przy Tobie i dzięki Tobie się zmieniłam.
-
Sanki
Zima tego roku była mroźna i śnieżna. Tak, śnieg sypał długo i przykrył ziemię solidną warstwą ciężkiej, majestatycznej bieli. Mróz skuł nasz ogród w nieruchomocichym obrazie. Ptaki także w nim milczały.
-
Szalik
Zbliżamy się powoli do niewielkiej beskidzkiej wioski. Nigdy wcześniej tu nie byliśmy i właściwie nic żeśmy o niej nie słyszeli, ale już sama nazwa wybrzmiewała zachęcająco, więc poddałam myśl, żeby tu jak najprędzej przyjechać. Przeczucie nie myliło mnie.
-
Pałace lodowe
Straszna Tajemnico, niech ocali nas wszystkich Twoja miłość. Teraz, ale i w godzinę śmierci. I w pierwszym oddechu po niej.
-
Zimowe obrzędy
Żywe ciało nocy. Lśni czarno jego gruba, zwierzęca sierść. Za oknem grudniowa zamieć. Jej siłę ujawnia teraz jedynie migoczące światło przydrożnej latarni, które dobiega do nas od wschodniej strony. Światło drży. Światło zmaga się z naporem burzliwej nocy.
-
Zimowy list do M.
Nasza mała wioska tonie w odwilży. Cudowne, falujące zaspy śniegu, które jeszcze wczoraj otulały ogród i całą okolicę, z każdą chwilą powoli nikną w ziemi.
-
Święta czelność
Iskrzące odłamki ciemnych konstelacji nocy gasną bezgłośnie u stóp wielkiego poranka, który przyniósł ukojenie całemu światu, ale obdarował nim także i mnie małą. Odpoczywam na jego promiennym, jeszcze rosą wilgotnym wybrzeżu. Oczy mam szeroko otwarte i pozwalam wiatrowi, żeby mnie głaskał.
