czekamy

ptaszkowie
  • Józinka

    Na początku było Słowo, a potem, gdy świat został już stworzony, Pan Bóg posłał z nieba światło, czyli przekazał ziemi swoje anioły, by chroniły pamięć o ludziach i wydarzeniach, prowadząc drobiazgowo i z namaszczeniem wieczyste zeszyty.

  • Pan nie zapomniał

    Nie wiem, czy ksiądz proboszcz wie, ale osiemnaście lat temu w tym kościele, na tej posadzce oświadczyłem się swojej żonie.

  • Bukiecik maślanki

    W ogrodzie zakwitły pierwsze gałązki forsycji. Od rana niebo zaniesione było chmurami i kropił deszcz, dlatego zrezygnowałyśmy z Bronią z południowego spaceru.

  • Ślad

    Wczesnym przedpołudniem usiadłyśmy z Bronią na przyzbie domu, żeby porozmyślać trochę o minionym tygodniu i o tym, co czeka nas w najbliższym czasie. Ćwierkania wróbli i skrzeczenie awanturujących się sójek drżące nad naszymi głowami, zagłuszały czasami dobiegające zza stodoły głośne dźwięki bronujących ziemię traktorów.

  • Niewyczerpane

    Tego dnia spłynął na mnie słodki, łagodny smutek. Nie wiem, co go wywołało. Był wczesny, marcowy poranek. Jak co dzień zjedliśmy razem śniadanie, rozmawiając o tym, co trzeba będzie dziś zrobić, potem odprowadziłam Cię do bramy i przyjęłam z Twojej ręki błogosławieństwo.

  • Rozważania o miłości i cierpliwym trwaniu

    Wielokrotnie wspominałem Ci, że u źródeł naszego promieniującego radością małżeństwa leży liryczne usposobienie (modus), które uzdalnia do trwożliwego uwznioślania tego, co na ludzkim planie jest doświadczeniem podstawowym i codziennym, rutynowym.

  • Melancholia

    W obliczu spotkania z odwieczną Tajemnicą — której wewnętrznych głębi i otchłani nie jesteśmy w stanie przeniknąć ani zdobyć ludzkim wysiłkiem, a w które jedynie w niezależnym od naszych domniemanych zasług, czysto miłosnym objęciu możemy zostać wprowadzeni — ogarnia nas i przeszywa jednocześnie trwoga i zachwyt, mysterium tremendum et fascinans.

  • Jak bardzo zmieniliśmy się przez te lata

    Rankiem odprowadziłam Cię za dom, ucałowałeś mnie w bramie, a potem długo jeszcze stałam czekając, aż znikniesz na horyzoncie. Wiał silny wiatr i oczy same łzawiły. Pomyślałam, że zanim wezmę się do jakiejś pracy, najpierw wyprowadzę Bronię na krótki spacer (czeka mnie wciąż sporo listów do napisania i czuję też, że chciałabym raz jeszcze zmierzyć…

  • W wielkiej ciszy

    W miniony poniedziałek wybrałam się na długi spacer po okolicy. Dzień był przejmująco mroźny i mglisty. Do plecaka włożyłam aparat i kilka klisz, mając nadzieję, że może uda mi się sfotografować po drodze jakieś rozległe, zimowe pejzaże, które będę mogła potem wykorzystać do rozbudowania cyklu czarno-białych kolaży o melancholii.

  • Ponownie gaszę światło

    Jest późna, zimowa noc. Śnieg, który sypał tego dnia od rana, z nastaniem wieczoru zakrył już prawie zupełnie lekkim, pofałdowanym puchem pola, domy i naszą miedzę.