Bieszczady, 15 października 2026 roku
(wspomnienie św. Teresy z Ávili,
faza wzrastającego sierpu Księżyca)
Najmilszy mój,
jesteśmy teraz w małej chatce ukrytej w sercu Bieszczad. Za oknem brzozy upuszczają na trawę setki złotych liści, a ziemia paruje od całonocnego deszczu. Jest nam tu tak dobrze i ciepło. Języki ognia tańczą na drewnie dorzucanym Twoimi rękami do kominka. Mogłabym spędzić w tym miejscu całą jesień i zimę słuchając mowy wiatru i przejmującej ciszy. Spisywać opowieści przynoszone przez klucze ptaków i mgły spływające z gór pod próg chaty. Niewiele potrzeba do szczęścia: Twojej serdecznej obecności, przyjemnego, żywego ciepła płynącego z kominka, pokarmu i wody, serca czujnego na wewnętrzne poruszenia każdej z mikro-chwil i wyłapującego z nich niezliczone pasma pięknej, ukrytej mowy Życia, by tkać nie mające końca opowieści w języku ludzi.
Z tego miejsca we mnie – zasłuchanego i uważnego na Życie – wypływa potok wdzięczności, czysta woda szczęśliwych łez. A dzięki temu, że ta woda może we mnie płynąć, żyje mi się coraz lżej. Żyje mi się tak dobrze. Czuję i doświadczam, jak wszystko troszczy się o nas i jak jesteśmy strzeżeni.
Niedawno, pod wpływem jednego z moich Trzech Orlich Snów, pomyślałam, że powinnam napisać do Ciebie list. List ten, który spisuję dziś, wypływa zatem ze śnienia o tym, że unoszę się o własnych siłach hen, wysoko, wysoko w górze. Przelatuję nad górskimi halami i stamtąd patrzę na ziemię. Widzę też Ciebie i Bronię, jak spacerujecie wzdłuż rzeki. Mimo, że mam świadomość, iż opuszczam ten świat, udając się do Drzewa Życia, to jestem o was spokojna. Właściwie czuję całą sobą, że odtąd będę bliżej Ciebie, niż kiedykolwiek do tej pory byłam. Mogę wypełniać Twoją duszę, poruszając się swobodnie także wszędzie wokół Ciebie.
Wiesz, Bogu i wszystkim naszym przodkom jest chyba niekiedy bardzo smutno. Przychodzą do nas, nawiedzają nas w każdej chwili, są na wyciągnięcie ręki, ale my nie potrafimy widzieć ani słyszeć. Nasz wzrok utkwiony jest nisko, przygwożdżony do zmartwień albo uwięziony w pośpiechu. Ogłuchliśmy i oślepliśmy, dlatego nie widzimy w prawdzie – w jasnym świetle serca, słońca i gwiazd.
Zewsząd, Kochany mój, nadchodzi piękno i pocieszenie, ale my najczęściej nie poddajemy się wyciągniętej ku nam otwartej, karmiącej dłoni Życia, choć nie wymaga to wielkiego wysiłku, jedynie odrobiny uwagi i okruszka pokory. Miejsce, z którego możemy zasiąść do pełni obecności jest zawsze tam, gdzie akurat się znajdujemy. Nie trzeba wyjeżdżać daleko w góry, ani tęsknić do brzegów morza. To potężne, piękne miejsce jest zawsze z nami i pozwala nam w pełni obcować z naszą wiecznością tu i teraz.
Nie wahaj się więc, Najmilszy, kreślić wokół siebie kręgów, gdziekolwiek jesteś, by łączyć się z pełnią Życia. Czyń to odpowiedzialnie, ale z sercem wolnym, radosnym i lekkim, a Twoja dusza będzie lśnić. Nad Twoją głowę nadlecą ptaki, pod Twoje stopy zbliżą się maleńkie istoty, odwiedzi Cię wiatr, ponieważ wszystko lubi zasiadać w obecności kogoś, kto staje się przezroczystym kanałem, przez które Życie może płynąć swobodnie i emanować, przypominając o Źródle, z którego wypływa.
Nie chciej niczego, nie rozglądaj się na boki, tylko bądź w miłości, a wszystko, czego Ci potrzeba, przyjdzie do Ciebie i nasyci Cię po brzegi. Tylko nie nakreślaj granic swoimi pragnieniami, bo to, co chce przyjść i czym możesz zostać obdarowany, jest znacznie większe. Pozwól się temu wydarzać. Pozwalaj też pięknu istnienia i wszystkim żyjątkom wokół Ciebie, by wciąż nastrajały Twoją duszę, a będziesz szybować w radosnym uniesieniu.
I uwierz mi, że gdy nie będzie mnie już blisko Ciebie w ciele, to będę jeszcze bliżej w Tobie i wszędzie dookoła. Pogłaskam Cię po policzkach ciepłym powiewem wiatru, połaskoczę po łydkach szumiącą trawą, zaśpiewam Ci o poranku głosem wielu ptaków, otoczę troską Twoje łzy, gdy popatrzysz mi prosto w oczy kierując wzrok na rozgwieżdżone nocne niebo. Będę znała każde poruszenie Twojej duszy i odczuwała je razem z Tobą. A Ty, jeśli pozostaniesz uważny, będziesz wiedział o mojej radości i usłyszysz mój śmiech wypełniający doliny i odczujesz mój dotyk poruszający kłosami zboża, a nocą podciągający Ci kołdrę pod szyję. To wszystko dzieje się naprawdę. W tym uczestniczymy, jeśli tylko zechcemy, zawierzając tej cudownej Arcybaśni, którą jest nasze życie.
Chroń pamięć tego, kim jesteś i czym jest Życie. Pamięć o tym jest ścieżką Radości. Możesz na niej śmiać się w głos, możesz tańczyć wokół ognia i wygrywać na bębnie wszystko, co czujesz. Nie ma nic do stracenia, wszystko jest dla Ciebie i możesz bez wstydu i lęku cieszyć się tym.
Jesteś najpiękniejszą baśnią, jaką poznałam. I ta baśń nie ma końca.
Dziękuję, że możemy opowiadać sobie siebie nawzajem.
Dziękuję też Życiu i wszystkim istnieniom połączonym na tej cudownej planecie, którą jest nasza Ziemia.
Twoja zakochana w Tobie Żona –
Ta, której strzeże Siedem Orłów
K.

